Trafne definicje

W ostatnich dniach spodobały mi się dwie trafne definicje, a właściwie bardzo obrazowe. Jedna z gruntu religijnego, druga kulinarnego.

Oglądając z Elą kolejny odcinek serialu “Ojciec Mateusz”, który w mojej ocenie przegonił zdecydowanie swój włoski pierwowzór “Don Matteo”, w czasie katechezy w szkole tytułowy bohater serialu chwali 10-letniego Jerzyka za jego własną definicję wielkoduszności Boga. Chłopczyk powiedział, że to jest tak: normalny człowiek może przytulić do siebie dwie, albo trzy osoby, a Pan Bóg wszystkie. Definicja spodobała się tak biskupowi, że aż zagwizdał. Kidy się nad nią zastanowiłem nie sposób z nią się nie zgodzić, a co więcej nie trzeba wysnuwać skomplikowanych wywodów teologicznych czy filozoficznych, by pojąć sens wielkoduszności Boga.

Mniej więcej w tym samym czasie czytając cytowany już wcześniej “Food&Friends” natrafiłem na inną niezwykle ciekawą definicję. Założyciel Eataly Oscar Farinetti (sklep, restauracje z towarami włoskimi pod jednym dachem) zapytany o różnicę między włoską i francuską kuchnią i dlaczego ta pierwsza cieszy się takim powodzeniem powiedział: francuskie potrawy przyrządza się w restauracjach, a włoskie każdy może ugotować sobie sam. Bez wątpienia miał rację. Zdecydowanie łatwiej przygotować pastę carbonarę niż foie gras,A ja pójdę dalej i zaproponuję jeszcze prostsze danie włoskie: spaghetti aglio e olio.  A oto przepis: makaron ugotować al dente w lekko osolonej wodzie. W międzyczasie posiekać papryczkę chili oraz posiekać czosnek. Wrzucić na patelnię i szybko przesmażyć, uważając aby czosnek się nie spalił. Do gotowego sosu przełożyć odcedzony makaron i dokładnie wymieszać. I używając francuskiego języka: Voila!

Fot. Ela Podolska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *