Misja Ambasador vol. 9 Smaczne jedzenie i nie tylko…

Od środy, 29 sierpnia rusza Fine Dining Week. Z tej okazji, jako Ambasador także Restaurant Week Polska ruszyłem, by posmakować tego, co przygotowało Gusto Food&Wine w Poznaniu. Na Podolany zawsze za daleko, stąd z żalem nie byłem tam dłużej niż przyzwoitość nakazuje. Wraz z Elą, jak zwykle wypróbowaliśmy oba menu czyli mięsne i wege.

Fine dinig, czyli jadanie w ekskluzywnych restauracjach – tak brzmi tłumaczenie lub jak inni twierdzą jedzenie wyrafinowanych dań. Gusto proponuje formę oswajania tych, co boją się luksusu, ale chcą go liznąć. Wnętrza minimalistyczne, ale luksusowe, porcelana, proste dania, ale z błyskiem, no i co najważniejsze pełne smaku.

Szef kuchni Dariusz Spychała szykując festiwalowe menu każde po 5 dań (mięsne i wege) sięgnął po klasyczne pomysły, którym nadał nowy blask i własny szlif. No, bo pojawił się tatar, pierożki, szczawiowa, makaron z pesto czy crumble. To jednak prawdziwa wartość, by przygotować to, co wszyscy znamy, w taki sposób, że wyrwa nas z przysłowiowych papci, albo przynajmniej powoduje, że rozmawiamy o tym przy stole. Sięgamy pamięcią do kulinarnych przeżyć w innym czasie i innym miejscu dopasowując do tego to, co zaproponował nam szef kuchni.

Zerknijmy zatem na menu. Zacznijmy od dania wege.

Halloumi, kurki, chilli, sałata. Ela kocha prawdziwą miłością ser halloumi od momentu, kiedy po raz pierwszy się spotkali. A nade wszystko wywołuje w niej emocje, kiedy jest podawany z grilla. Była pewna obawa o chilli. Jednak pikantność i to bardzo delikatna pojawiła się w finiszu, nie zabijając unikatowego smaku sera. Świeża sałatka, kurki, które razem z Elą bardzo lubimy oraz chrupiąca grzanka, zrobiły przysłowiową dobrą robotę, otwierając kubki smakowe na dalsze doznania.

Pierożki z warzywami, tzatziki, mięta. Farsz znakomity, a mieszanka warzyw tak skomponowana, że w finalnym efekcie dawała posmak umami. Pierożki chrupiące. Jedząc je również te z jagnięciną zrezygnujcie ze sztućców. Mimo że to fine dining jedzcie “ę pazir” nurzając je w smakowitym sosie tatziki.

Krem szczawiowy, jajko przepiórcze, puree. To legendarna szczawiowa, która swoje korzenie ma w kultowej szczawiowej, którą podaje u siebie z małymi przerwami Michał Kuter w „A nóż widelec” Niewiele osób wie, że szczawiowa Kutra podawana była na kolacji, kiedy jeszcze Transatlantyk był w Poznaniu. Przygotowało je siedmiu kucharzy skupionych wokół portalu, który stworzyli WszystkoDlaKucharzy.com. Tak bardzo ujmuje degustujących, że Ela zjadła ją mimo, że nie lubi… zupy szczawiowej. Ela zjadła tę zupę w wersji mięsnej. Różniły się sposobem podania. Ta wege miała maślane puree ziemniaczane i lejące jajko przepiórcze. Mięsna zaś miała salsę z ziemniaków z boczkiem, chilli oraz jajko poszetowe przepiórcze i chips z boczku.

Tagliolini, pesto bazyliowe, Grana Padano. Proste jak tylko może być prosta kuchnia włoska, ale tak powalające, jak można sobie wyobrazić. Powalające smakiem pesto i jego zapachem. I jest to dowód na słynne kulinarne powiedzenie „mniej znaczy więcej”.

Crumble śliwkowe, chilli, lody jogurtowe. Ela nazwała to czyścicielem smaku przez solidnie kwasowe smaki śliwki, a ja klamrą spinającą kolację, bo uruchomił smaki już poruszone w całej kolacji i obudził te uśpione, jak kwasowe i słodkie. Mimo, że to najprostszy deser świata, to jego popularność w najbardziej nawet ekskluzywnych restauracjach jest wręcz niewyobrażalna. Tu w Gusto całość ubogacają własnej roboty lody jogurtowe.

Menu mięsne.
Tatar wołowy, kurki, suszone żółtko, marynaty.

Tatar ułożony w ulubiony obecnie sposób czyli nie w okrąg, ale w kwadrat. Forma zwarta i nie przegadana… chodzi mi o dodatki. Wiórki suszonego żółtka, marynowane kurki, groszek wąsaty, piklowana szalotka, jabłuszko kaparowe i już. Jednak to nie żadna tajemnica – najważniejsze jest mięso. Tu doprawione i wymieszane z ogórkiem oraz szalotką dopełnione musztardą dijon z całymi ziarenkami gorczycy. Dla mnie trafione w punkt, nie trzeba niczym dotykać. Obsługa proponuje oliwę włoską premium, świeżo mielony pieprz i sól oraz pyta czy nie podać maggi. Brawo! Dla wielu jest to obciach. Jednak tych, którzy używają maggi do tatara jest tyle samo, co tych, którzy jej nie używają. Smak maggi jest tak zakorzeniony w naszej tatarskiej pamięci, że ci, którzy podają siekany lubczyk, albo olej lubczykowy, tak naprawdę tęsknią za smakiem maggi. Ja się od tej przyprawy nie odżegnuję w tatarze i jeśli ją jakiś kucharz dodaje, staram się szukać balansu.
Tatar godny spróbowania, jest też w karcie, może nie być z kurkami, bo to sezonowa opcja.

Pierożki z jagnięciną, tzatziki, mięta.

Krem szczawiowy, jajko przepiórcze. Boczek.

Labraks smażony, puree z pieczonych ziemniaków, szpinak. Labraks chrupiący świetnie dosolony płatkami maldona. Maślane purre i szpinak – całe liście z czosnkiem znowu udowadniają wcześniej przytoczone zdanie „mniej znaczy więcej”.

Crumble śliwkowe, chilli, lody jogurtowe.

Nie bierzcie ze mnie przykładu… na Podolany z każdego miejsca jest bardzo blisko. Jeśli jednak nie uda Wam się dojechać w czasie festiwalu, zajrzyjcie do Gusto przy innej okazji, część dań znajdziecie w karcie. Ale nie odkładajcie tej wizyty… Fine Dining Week ma swój niepowtarzalny klimat.

Ps. Na początek była foccachia, która jest wartością tego miejsca, podobnie jak tapenada z czarnych oliwek. Smak nie zmienił się od mojej ostatniej wizyty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *